lis 01 2003

Flora-nadal nie moge zapomnieć...


Komentarze: 0

 12 kwietnia 2001r. dostałam moje ukochane zwierzatko-szczurka,a właściwie szczurzyce...Nazwałam ją Flora. Wiekszosc ludzi nie cierpi szczurów,ale ja nie wiem czemu...do Flory tez podchodzili z niechęcią, ale potem wszyscy ja bardzo polubili...była naprawde kochana...umiała sama przyjsc do mnie do pokoju, chodziła po schodach i w ogóle była bardzo wyedukowana...nawet umiała dawać buziJ nie wyobrażałam sobie zycia bez niej. Nikogo bardziej nie kochałam od niej. W szkole prawie codziennie się pytali co tam u Flory...zadziwiała ludzi...pewnego dnia zobaczyłam, że na skorze robią jej się jakies strupy, wiec poszlam do weterynarza i takim mazidłem jej to smarowałam i wyzdrowiała...potem wszystko było dobrze...w 2002r. w wakacje zobaczyłam, że tak dziwnie oddycha...moja mama mowila ze nic się nie dzieje,ale ja wiedzialam swoje...poszlam do lekarza z nia. Okazało się ze ma zapalenie czegos tam i co dwa dni dostawala 2 (!!!) zastrzyki jakiegos antybiotyku...pierwsze lekarstwo nie podziałało,dostała następną serie nowego antybiotyku, tez nic...w miedzyczasie pojechalam z tata do Szwecji i danii, a moja mama została z Flora. Ze skandynawii wrocilam 20 sierpnia...codziennie karmilam Flore, bawilam się z nią...22 sierpnia mama robiła jej jakies inchalacje olejkiem sosnowym, ale ona nadal ciezko oddychala...poszlam z nia do parku, żeby oddychala na swiezym powietrzu, ale nic się nie polepszyloL. 23 sierpnia pojechalam znowu do lekarza już do trzeciej serii zastrzykow.gdy wracaliśmy nagle Flora dostała jakis dziwnych ruchowpo czym spokojnie się polozyla...powiedzialam rodzicom, ze ona chba nie zyje...szybko wrocilismy do lekarza, wyszedl z nia mój tata, bo ja już nie bylam w stanie isc...doktorek podobno zrobil jej masaz serca,ale nie podziałało...Flora odeszła...płakałam cały czas, bo to dla mnie oznaczało koniec, koniec wszystkiego...zrobiłam jej grób...codziennie płakałam i robie to do dzisiaj bo wszedzie gdzie spojrze widze ją...codziennie zapalałam świeczke na grobie, potrafiłam w nocy wychodzic z domu i siedziec przy jej grobie...chciałam i nadal chce być z nią. Wtedy zapytałam się mojej mamy co będzie z nia jeżeli się kiedys wyprowadzimy. Ona odpowiedziala ze nigdy się nie wyprowadzimy...

pisze to przez łzy, bo ja nadal o niej pamiętam i nigdy nie zapomne...wszedzie ją  widzę...już nie mogę...chyba wiadomo dlaczego mam taki szablon...Flora była podobna, ale ładniejsza...

nadal ją kocham...i nie długo do niej przyjde...nie mogę się pogodzic z jej smiercia, chociaz minał już ponad rok...ten dzien pamietam tak, jakby to było wczoraj...po jej smierci liczylam godziny, przez które już jej nie ma...do dzisiaj niektorzy mysla ze ona zyje,bo nie bylam w stanie im tego powiedziec, ze odeszła...

 

pozdruffka...i nie zycze wam smierci kogos, kogo kochacie ponad wszystko...

pa

hanni : :
Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz